Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 października 2014

Zimno mi w stopy.

Dzisiaj mnie dopadł. Tak znienacka. Weszłam do pokoju i już wiedziałam że to jeden z nich. Tych feralnych wieczorów, kiedy na nic nie masz ochoty. Pogoda ładna, nie za ciepło, nie za zimno, ale nie pójdziesz biegać, bo jesteś zmęczony. Nie zrobisz lekcji, bo głowa cię boli. Sweter i wełniane skarpety nie są w stanie cię rozgrzać. Cały czas jesteś głodny. Wszystko zajmuje więcej czasu niż powinno. A gdy już podejmiesz decyzję o pójściu spać o wcześniejszej porze świat nagle sobie o tobie przypomina i wymaga od ciebie wysiłku. 
Nawet nie chce mi się pisać tego posta. Wolałabym leżeć pod moją kołderką w księżniczki,  myśleć o tym jaki jutrzejszy dzień będzie dobry(chociaż dobrze wiem, że będzie totalnie do bani), przecież zawsze za doliną znajdzie się wzniesienie.
Wybaczcie, że ten post jest taki lakoniczny, dość pesymistyczny i trochę nudny, ale nikt nie ma codziennie dobrego dnia, nieważne jak bardzo byśmy tego chcieli. Zapewne nawet Ewa Chodakowska wraca czasem z treningu nie w sosie. Takie jest życie. Sztuka leży w tym, żeby nawet z takich dni do dupy się cieszyć.
Ja nie umiem. Może kiedyś się nauczę. A póki co dotrzymuję obietnicy i idę spać.

PS Dzisiaj rano weszłam na wagę i po raz pierwszy od długiego czasu zobaczyłam na wyświetlaczu 56! Potem było co prawda .9, ale to i tak oznacza, że od momentu, w którym ważyłam najwięcej schudłam już 2.8 kg! To osłodziło mój poranek, i to bardzo. Teraz będę walczyć dalej.

poniedziałek, 6 października 2014

Poranek? Dziękuję, wolę wieczór

Jestem nocnym markiem. Zawsze tak było, wszyscy to wiedzą, nie mam w tej kwestii nic do ukrycia. Potrafię wstać po 11 rano i iść spać po drugiej. I chociaż za każdym włączeniem alarmu, gdy telefon pokazuje mi, że do włączenia alarmu pozostały 4 godziny, mówię sobie, że to zmienię, że będę chodzić wcześniej spać, bla, bla, bla. Gdzie tam. Robię to samo w kółko i w kółko. 
Jeżeli miałabym nazwać jedną rzecz, której brakuje mi w życiu to zorganizowanie. Zorganizowanie i rutyna. Nawet gdy ustalam sobie jakiś plan, zazwyczaj udaje mi się do niego stosować maksymalnie przez tydzień. A potem znowu jestem nieogarnięta i niewyspana. Pójście do szkoły na 8 rano po zarwanej nocce fizycznie boli, a brak czasu uderza mnie z każdej strony. Dawno się z tym pogodziłam, tak już jest, nawet z opowieści słyszałam, że inni mają tak samo. Ale wczoraj poszłam na noc do koleżanki i przeżyłam szok. Usłyszałam, jak dzwoni jej telefon, ale ona była całkiem daleko, więc postanowiłam, że jej go podam. Raczej normalna sprawa. Nie jestem typem podglądacza, no ale jak mam telefon w ręku, do tego z zapalonym wyświetlaczem to ciężko nie zobaczyć tego, co jest na nim pokazane. Zauważyłam wtedy, że nikt do mojej koleżanki nie dzwonił, ale włączył się alarm - alarm ustawiony an pójście się myć. Nie rozumiałam - po co komu alarm na pójście się myć? Przecież raczej o takich rzeczach się pamięta. Zapytałam się mojej koleżanki, a ona odpowiedziała mi, że w ten sposób jest bardziej zorganizowana. Że chodzi spać o tej samej porze, nieważne czy jest weekend, czy nie. Dzień w dzień wstaje o 7:30, nawet gdy ma wolne, by mieć więcej czasu. Wszystko ma zaplanowane, by nic jej nie umknęło.
Tak jej zazdrościłam. Ja zawsze chciałam mieć takie zorganizowane życie, ale w jakiś sposób kolidowało to z moją naturą. Aczkolwiek, gdy już znalazłam żywy przykład, że takie coś, niemal nie z tej ziemi, jest możliwe, to może jest to znak, że i ja mam jakąś szansę?
Dlatego do mojej listy postanowień dodaję właśnie to - ogarnąć się. Będę chodzić spać nie później niż 22:30, a wstawać o 6:30 w dni robocze, o 7:00 w weekendy. Przygotuję sobie plan rzeczy do zrobienia każdego dnia - zaraz po powrocie ze szkoły lekcje i bieganie, pod wieczór czytanie, malowanie paznokci, pisanie na bloga... Brzmi to aż idiotycznie planować aż tak drobne i oczywiste aktywności, ale to jest chyba konieczne. Nigdy tego nie robiłam, a może powinnam? Może w ten sposób będę mogła bardziej cieszyć się swoim dniem, doceniać go?
Ale to wszystko od następnej nocy. Dzisiaj jeszcze posiedzę do 0:20.